Zakwas jest naprawdę jak żyjące stworzenie. Często pytacie w komentarzach, dlaczego was zakwas przestał działać, nie bulgocze, lub nie podnosi chleba. Zwykle staram się pomóc wam na bazie moich poprzednich doświadczeń, ale muszę wam przyznać, że po latach i mnie potrafi mój zakwas zaskoczyć. Tak właśnie było wczoraj, gdy znienacka przestał podnosić mój chleb. W konsekwencji wyjęłam z piekarnika jedną, wielką, klejącą papkę, nie przypominającą pieczywa. Następnego dnia przełożyłam go do innego naczynia, ponownie nakarmiłam i znów porażka.
Przez pogodowe szaleństwa zmienia się temperatura w domu. Może się zdarzyć, że nagle w miejscu, w którym zwykle zakwas rósł jak należy, nagle zrobi się dla niego za zimno. Lub gdy zima płata nam figla i okaże się być wczesną wiosną, dla zakwasu, podniesie się temperatura w pomieszczeniach i będzie mu po prostu za gorąco. Mnie czeka teraz po raz kolejny eksperymentowanie z temperaturami. Wierzę jednak, że znajdę mu idealną „sypialnię” na zimę:)
A czemu mówię o zakwasie? Bo ten chleb miał pierwotnie właśnie na nim rosnąć. Dzisiaj jednak zrobiłam równie pyszny (oczywiście porównując do moich wyobrażeń, a nie wspomnianej papki) w wersji drożdżowej. Przyśpieszyło to czas wyrastania, a wy możecie mieć ten bochenek w zaledwie dwie godziny.